Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolorowe pazurki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolorowe pazurki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 października 2012

to już ostatni słoneczny post.../

     Tak, to już chyba ostatni słoneczny post w tym roku. Nadszedł czas zmienić elementy garderoby na nieco cieplejsze, chroniące przed deszczem i chłodem. Schować głęboko lekkie sukienki i topy i wyciągnąć z szafy ukryte przez kilka ostatnich miesięcy grubaśne swetry i pełne buty. Prawdę powiedziawszy sama pogoda mnie nie przeraża, bo lubię jesień i wszystko to, co ona za sobą niesie, ale coraz krótsze dni i ciemność za oknem o pranku nie napawa mnie już optymizmem. Dlatego na pożegnanie odchodzących w dal ciepłych dni prezentują się w soczystej zieleni J.  Niemal dwadzieścia kresek na termometrze za oknem pozwoliło na odrobinę szaleństwa. 

alladynki

     Wyrwane wręcz siłą pracy zawodowej "wolne" chwile wypełnione były realizacją broszek i breloczków, które zostały wybrane przez „zwyciężczynie” konkursu urodzinowego. Siedem z dziewięciu filcowych drobiazgów poleciało już pod wskazane adresy. Dwa nadal czekają na wskazanie miejsca docelowego J. Mam nadzieję, że wszystkie te już wysłane szczęśliwie dotarły? Od kilku z Was dostałam informacje zwrotne – za co bardzo dziękuję(!), o reszcie nie mam niestety pojęcia. Dodatkowo kończyłam kieszonki dla Marzycielskiej Poczty, w związku z czym na szycie, czy choćby przeróbki czegoś dla siebie nie znalazłam już czasu. Dlatego tym razem jedynym elementem wykonanym własnoręcznie jest filcowa broszka. Cała reszta została zakupiona na przestrzeni ostatnich kliku lat J. Barwne alladynki, groszkowy sweterek, wypełnione kolorowymi szkiełkami kolczyki i złote sandałki... 

szarawary


alladynki - India Shop; sweterek - George; top - no name; sandały - ???;
kolczyki - India Shop; broszka - hand made by ThimbleLady

..............................
     A teraz wykorzystując pierwsze od kilku tygodni wolne i „zdrowe” niedzielne popołudnie zabieram się do szycia drobiazgów na akcję charytatywną "Rękodzieło dla Marcinka" – uroczego dwulatka, który choruje na nowotwór złośliwy neuroblastomę. Jedyną szansą na powrót tego malca do pełnego zdrowia jest kontynuacja leczenia w Klinice w Greifswald, której koszt wyceniono na bagatela 120 tys. euro!!!

     Więcej informacji na blogu Marcinka http://www.marcin-sporek.blogspot.com/


A więc rękodzielnicy wszystkich krajów łączcie się! 
     A tych z Was, którzy mają ochotę zakupić ręcznie wykonane fanty aukcyjne i pomóc temu walecznemu chłopu wrócić do zdrowia, zapraszam do licytacji na allegro na koncie taty Marcinka - Tomasza Sporka.
Nazwa użytkownika tsporek  http://allegro.pl/listing/user.php?us_id=2339756

wtorek, 21 sierpnia 2012

kobieta w zieleni.../lady in green

   
      Mimo, że lato powoli wycofuje swoje kroki, ustępując miejsca kolejnej porze roku (z poprawką na ostatnie trzy dni, które ekstremalnie wysokimi temperaturami przyprawiły mnie o zawrót głowy), to ja uszyłam sobie kolejną letnią sukienkę. A co tam! Wolno mi! J  Ciemnozielony len, który zakupiłam kiedyś tam, na bliżej nieokreślone „coś”, wydał mi się idealny na prostą, długą sukienkę. Wiem, len - gniecie się. Skłamałabym, gdybym twierdziła, że mi to nic a nic nie przeszkadza. Przeszkadza i owszem, ale jak już niejednokrotnie wspominałam – wybaczam mu to! Zalety lnu jak dla mnie zdecydowanie górują nad jego wadami. Naturalna tkanina, szczególnie na tak upalne dni, to strzał w dziesiątkę. Poza tym od czego jest żelazko?!
Fakt, za prasowaniem,  mówiąc bardzo delikatnie – nie przepadam, dlatego dla sukienki wybrałam bardzo prosty, niemal prostokątny kształt, bez marszczeń, zakładek i falbanek, co zdecydowanie ułatwia mi potyczki z żelazkiem.


     Sukienka jest odcięta pod biustem z doszytym prostym, złożonym z czterech części dołem. W cięciu, na tyle od góry wszyłam długi zamek, a na dole zrobiłam pęknięcie, aby nie mieć problemów z poruszaniem się. Dodatkowo wszystkie szwy przeszyłam podwójną stebnówką. Na bokach naszyłam kwadratowe kieszenie zapinane na rzep. Dzięki temu sukienka nabrała sportowego fasonu. Jest wygodnie, lekko i przewiewnie – a więc tak jak lubię.



    
      Dla ozdobienia, tej dość ascetycznej kreacji J dobrałam dwie broszki – takie z przymrużeniem oka – czerwony kwiatek i wisienki na gałązce. Zachęcona Waszymi komentarzami dotyczącymi turkusowego konika morskiego, uszyłam kolejne filcowe broszki. Przyznam szczerze bardzo mi się ta robótka spodobała. Mały kawałek filcu, kolorowy kordonek, koraliki, jakiś wypełniacz, wygodne miejsce do siedzenia i można czarować takie zabawne maleństwa.

sukienka, broszki -  made by ThimbleLady; sandałki - ???; pierścionek - Rossmann



czwartek, 15 września 2011

czarno-biało i w kolorze...


trapezowa spódnica
   

     W promieniach odchodzącego z wolna letniego słońca,  zielona (jeszcze) trawa i liście na drzewach powoli żegnają się z nami. Spacer o tej porze roku sprawia mi najwięcej radości. Nie ma już skwaru, duchoty a tylko lekkie, rześkie powietrze. Oj lubię to...

           ............

     Szaro-srebrna spódniczka urzekła mnie fasonem i wysokim gatunkiem tkaniny. Jest dość elegancka, a połyskujący miejscami srebrny kolor sprawia, że sięgam po nią tylko w wyjątkowych sytuacjach. Trapezowy krój, rozszerzony jest dodatkowo kilkoma głębokimi zakładkami, a doszyta podwójna plisa usztywnia dół spódnicy i sprawia, że jest ona lekko „stercząca”. Dla ozdoby na karczku naszyty jest czarny pasek, a boczne kieszenie i plisa u dołu ozdobione są czarną lamówką. Spódnica została nabyta drogą kupna, więc dla równowagi bluzkę uszyłam już sama. Biały, cieniutki batyst dopasowałam zaszewkami. Stójkę, dekolt i kimonowe rękawy wykończyłam maleńkimi falbankami. Pomysł z falbankami przy tak prostemu kroju bluzki był super, ale prasowanie ich po praniu, to już zupełnie inna sprawa, a przyznam się bez bicia, że co jak co ale  prasować to ja wręcz nie znoszę! Jeszcze mała, czarna torebka i lakierowane baleriny – ot i wyszło na galowo, a przecież 1 września dawno już za nami J


trapezowa spódnica
spódnica  - ??? przerabiałam ją nieco, więc wszywka z nazwą producenta zaginęła w boju; 
bluzka - hand made; balerinki - Laura Bailey's; torebka - sklep z galanterią skórzaną; 
grafitowy pękacz - Vipera

piątek, 9 września 2011

turkusowe falbany...


   
     Jeans łączony z innymi tkaninami to hit lat ’80. Pamiętam jak z błyskiem w oku obcinałam nogawki spodni, rozpruwałam podkrój, przeszywałam, stebnowałam. Czasem też, co było niezwykle modne, doszywałam falbany z innej tkaniny. Tak powstawały krótkie, letnie spódniczki jak i powłóczyste do samych kostek, maxi z falbankami z kory, wiskozy, a także z barwionej domowym sposobem w aluminiowym garnku tetry J. Potem takie spódniczki pojawiły się w sklepach czy na straganach z ciuchami.

     Moja spódniczka jest znacznie młodszym egzemplarzem, ale i tak ma już kilka ładnych lat, które spędziła najpierw na wieszaku, potem w kartonie w piwnicy, a teraz znów, choć zapewne tylko na chwilkę, znalazła miejsce w szafie. Karczek– klasyczny krój jeansów – kieszenie na bokach i na tyle, pasek ze szlufkami, metalowe jety. Do tego doszyta jest turkusowa halka, a na niej pięć drobniutko plisowanych falban. Przy okazji więc pojawiły się modne ostatnio plisy, które od mniej więcej połowy wysokości są delikatnie rozprasowane, dzięki czemu lekko się unoszą. Góra, jak na jeansy przystało - jest sztywniejsza, dół lekki i zwiewny. Muszę przyznać, że spódnica jest naprawdę  wygodna i spokojnie nadaje się nawet na bardzo ciepłe dni. Zabawnie wiruje przy każdym niemal ruchu czy silniejszym powiewie wiatru. Do tego prosta, bawełniana bluzka z nadrukiem  i turkusowe pazurki. Jeszcze letnio, lekko i z przymrużeniem oka.



spódnica - Junzhige; bluzka - Denim co ; apaszka jako pasek - hand made
sandałki - ???; pierścionek - sklep jubilerski

piątek, 15 kwietnia 2011

bezpieczne połączenie...


  
      Mam nadzieję, że to już ostatni występ tego zimowego płaszcza. Jego kolor wpisuje się co prawda w obowiązujące trendy, ale jajo że kalendarzowa wiosna już dawno nastała, to zimowym płaszczom już grzecznie dziękuję!


     Ale nie o płaszczu dziś mowa. Częścią dzisiejszego zestawu  jest żakiet w bardzo intensywnym kolorze. Róż, fiolet i błękit tworzące drobną  krateczkę - to delikatna wełna, którą wiele lat temu kupiłam w sklepie z włoskimi tkaninami. Sklepu od dawna już w moim mieście nie ma, za to uszyty żakiet ma się bardzo dobrze. Jest lekki, bez podszewki, z prostym kołnierzem i małymi kieszonkami z patkami naszytymi na przedzie i ozdobnymi guzikami z masy perłowej. Dzięki zaszewkom jest lekko dopasowany w talii. Chyba jednak brak mi odwagi aby łączyć ten żakiet z innymi intensywnymi barwami jak sugerują modowe portale. Mam wrażenie, że gdybym zestawiła go z innym kolorem niż czerń, czułabym się troszkę jak strosząca piórka papuga. Dlatego do różowego żakietu dołożyłam krótką, czarną spódniczką z trzech falban z wąskim skórzanym paskiem i prostą bawełnianą bluzkę z krótkim rękawem. Do żakietu dobrałam jeszcze rajstopy w kolorze brudnego różu ze wzorem na boku. 

                                                                   Słonecznego weekendu...






płaszcz - Sara Kelly Colection; etola - mamy; żakiet - hand made
spódnica - evie; bluzka - no name; rajstopy - Gatta; pasek - Paskpol
kolczyki z masy perłowej - stoisko z biżuterią; pierścionek - prezent

czwartek, 24 marca 2011

luz blues...


     "Gdy świat w kawałki na twych oczach rozpadł się
gdy nie ma już ucieczki nawet w tępy sen
gdy każdy dzień wyszczerza zęby jak zły pies
jest jedna rzecz którą w szaleństwie warto mieć
luz blues w niebie same dziury
luz blues skóra lgnie do skóry
luz blues nasz ostatni azyl
kaloryfer parzy znów zaczęli grzać
może do piekła pójdę i nie dla mnie raj
choćbym przemycać miała wezmę ciebie tam
luz blues w niebie same dziury
luz blues skóra lgnie do skóry
luz blues słodki słodki ból
luz blues do utraty tchu
luz blues nasz ostatni azyl
kaloryfer parzy znów zaczęli grzać ..."

                 /Urszula    „Luz blues w niebie same dziury”/


     Jeans – są tacy którzy kochają go bezwarunkowo i to w każdej postaci i tacy, którzy nazwijmy to delikatnie nie darzą go specjalnym uczuciem – jedno jest pewne – dla nikogo nie jest obojętny. Spodnie, sukienki, kurtki, płaszcze, szorty, kamizelki, kapelusze, torebki - można z niego wyczarowac niemal wszystko.
     Jeśli chodzi o moją szafę, to bardzo rzadko można go tam spotykać, co jednak nie oznacza, że w ogóle nie jest obecny. 


tunika - E-vie; jeansy - New Look; bluzka - Marks&Spencer; apaszka - no name
pierścionek - prezent od mamy; zamszowe botki - Keon


     Mam nadzieje, że to ostatnie już zdjęcia ze śniegiem w tle. Wiem, że powinnam zaklinać wiosnę aby na stałe już u nas zagościła, ale kto wie co nam przyniosą najbliższe dni. Nie ma to jak piękne błękitne niebo rozświetlone promieniami słońca.




płaszcz - Sara Kelly Collection; pasek - sklepik z galanterią skórzaną; szal+czapka - Pawonex
torebka - vintage; kolczyki - prezent od cioci

sobota, 19 marca 2011

co z tą czerwienią?


     Czerwień – 
kolor życia i skrajnych emocji – miłość, złość, wstyd;   
krew, ogień, śmierć; 
czerwone luksusowe samochody, czerwony lakier do paznokci, czerwień ust, czerwone wino...
ogniste argentyńskie tango, flamenco;
seks i prowokacja.
     Czerwień - 
stymulator ludzkiej psychiki - pobudza, rozdrażnia, przykuwa uwagę
- czerwona bielizna na egzaminie maturalnym; 
- kokardka na nadgarstku jako ochrona przed złymi mocami; 
- ulubiony kolor Hippisów oznaczający miłość i pokój;
- w Chinach kolor szczęścia, powodzenia i miłości; 
- w Japonii symbol i atrybut bohaterstwa;
- w Południowej Afryce kolor żałoby;
- w ezoterycy kolor czakry korzenia...



     Czerwień to nie mój kolor, zdecydowanie nie mój. Może dlatego w bardzo niewielkich ilościach gości w mojej szafie. Gdy sięgam pamięcią wstecz widzę czerwoną spódnicę z kory na falbaniastych halkach – młodzieńczy bunt przeciwko ówczesnej szarej rzeczywistości,  czerwoną krótką sukienkę, którą uszyłam sobie na wesele kuzyna (po tym wydarzeniu oddałam ją koleżance) oraz dyżurny sweterek w kolorze czerwonego wina, do dziś spoczywający na półce – tak na wszelki wypadek.
I jeszcze nieistniejąca od dawna czerwona bluzeczka z szerokimi rękawami przerobiona z maminej hipisowskiej bluzki  - część stroju cyganki z baliku karnawałowego i kostiumu do przedstawienia granego w przedszkolu, po których pozostało jedynie wspomnienie i jedno zdjęcie. I to zdjęcie stało się niejako inspiracją dzisiejszego posta. To właśnie zdjęcie wysłałam na konkurs Retro Choinka (o czym pisałam kilka tygodni temu) i w nagrodę otrzymałam od Sylwii (http://sylwiabea.blox.pl/html) cieniowany czerwono-czarny szal i czerwone rajstopy w maleńkie srebrne kropeczki. Obiecałam wtedy pokazać prezent na blogu - co niniejszym – z pewnym opóźnieniem czynię. 
     Szal jest delikatny, mięciutki i pięknie się układa. Może posłużyć zarówno jako okrycie ramion, zamotka wokół szyi, a nawet szarfa w pasie. Srebrne kropeczki na czerwonych, kryjących rajstopach, w górnej części nogawki są bardzo gęste, u dołu niemal niewidoczne.

     A jeśli czerwień, to tylko w duecie z czernią. Do szala i czerwonych rajtek - krótka, aksamitna sukienka, którą uszyłam całkiem niedawno, gdy zdałam sobie sprawę, że nie posiadam w swojej garderobie najbardziej uniwersalnej, klasycznej „małej czarnej”, czarne buty na obcasie i biżuteria –  bo jak szaleć z czerwienią, to na całego!!!



sukienka - hand made; szal - Paszmina; rajtki - Gatta;
buty - Vero Cuoio; kolczyki - Nanu; branzoletka - India Shop

poniedziałek, 14 marca 2011

czarny aliBaba...


Uważajcie o czym marzycie, bo może się spełnić...

Tę skądinąd znaną od dawna maksymę usłyszałam kiedyś od dobrego znajomego, po tym jak wygłosiłam mu długi monolog na temat tego o czym marzę. Początkowo się obruszyłam i podjęłam dyskusję, po zastanowieniu jednak przyznałam mu rację. Czy oby na pewno zawsze wiemy czego chcemy, czy jesteśmy w pełni świadomi konsekwencji, jakie niesie za sobą spełnienie marzeń? Jak bardzo zmieni się wtedy nasze życie i czy na takie zmiany jesteśmy gotowi? 
     To, że marzyć warto, należy, a nawet trzeba - jest pewne! W końcu to marzenia są motorem napędowym wielu sukcesów, nadają kierunek naszym działaniom, pomagają pokonywać przeszkody, wyznaczają drogi, dają siłę by żyć, by być, by tworzyć. 


      Obejrzałam ostatnio intrygujący dokument Carnaval. Największe party świata – reportaż o karnawale w Rio de Janeiro – czasu szaleństw, swobody, zapomnienia, zabawy. Czasu gdy obok siebie stają bogaci mieszkańcy Brazylii i biedacy pracujący na wysypiskach śmieci, policjanci i ścigani gangsterzy ramię w ramię – roześmiani i szczęśliwi. Parady szkół samby na sambodromie,  skąpo odziane kobiety, wirujące biodra ponętnych brazylijek, mieniące się tysiącami świecidełek szalone stroje, owiewane barwnymi piórami rozpalone ciała. Wszystko to obserwują tysiące widzów w tym turyści z całego świata, którym udało się zdobyć miejsce wzdłuż sambodromu. Rywalizacja o tytuł najlepszej szkoły samby w mieście, najbardziej kolorowe platformy i najpiękniejszy strój... Niesamowite obrazy, fascynujące, ale i troszkę dzikie, przerażające.
     Ale wracając do marzeń... Jeden z bohaterów tego reportażu  przez całe swoje życie marzył, by jego strój karnawałowy, wygrał w corocznej rywalizacji. Ten cel skrupulatnie i z ogromną determinacją realizował przez wiele długich lat. W roku 1995 jego marzenie wreszcie się spełniło – wygrał. Gdy ogłoszono jego zwycięstwo, silne emocje sprawiły, że biedak dostał zawału i odszedł... Nie zdąrzył nacieszyć się sukcesem, ale w końcu odszedł niewyobrażalnie szczęśliwy...
     A Wy macie takie właśnie marzenia, które nadają życiu sens, kierunek Waszym krokom, które są bodźcem/impulsem do codziennego wstawania?  


     Odnośnie dzisiejszego stroju – czerń i biel, groszki i drobne świecidełka, lśniąca satyna i miękka bawełna.
Czarny sweter w mojej szafie „mieszka” od wielu lat. Uszyłam go z dzianiny swetrowej całe wieki temu. Ponieważ troszkę mi się opatrzył – lekko go przerobiłam - skróciłam, zwęziłam i doszyłam asymetrycznie kryształki wokół dekoltu i powstał nowy, choć stary sweterek.
Do tego satynowe alladynki w groszki i kwiaty (mój ulubiony fason spodni - przy prawidłowym skrojeniu tkaniny, gdy krok jest niemal na wysokości kostek, sprawiają wrażenie długiej spódnicy, a jednak nadal są wygodnymi spodniami). Mimo, że wiosna już zagląda dziarsko do okien, a słońce świeci coraz mocniej - ranki bywają jeszcze bardzo chłodne dlatego konieczny okazał się czarny płaszcz z kapturem i wygodne botki.

szarawary


alladynki

sweterek - by ThimbleLady + DIY; bluzka - no name; alladynki - India Shop; 
bransoletka/kończynka - Lilou prezent od Agnieszki; kolczyki - Nanu; 
pierścionek - od zawsze w moim posiadaniu
płaszcz - no name; botki - Keon

wtorek, 8 marca 2011

krateczka i groszki...

„Być kobietą, być kobietą - marzę ciągle będąc dzieckiem,
być kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie...
Być kobietą, być kobietą - oszukiwać, dręczyć, zdradzać
nawet, gdyby komuś miało to przeszkadzać.

Mieć z pół kilo biżuterii, kapelusze takie duże
i od stałych wielbicieli wciąż dostawać listy, róże.
Na bankietach, wernisażach pokazywać się codziennie...
Być kobietą - ta tęsknota się niekiedy budzi we mnie.

Ekscentryczną być kobietą - przyjaciółki niech nie milkną,
czas niech płynie w rytmie walca, dzień niech jedną będzie chwilką.
Jakaś rola w głównym filmie, jakiś romans niebanalny...
Być kobietą w dobrym stylu, Boże, daj mi...

Gdzieś wyjeżdżać niespodzianie, coś porzucać bezpowrotnie,
łamać serca twardym panom, pewną siebie być okropnie...
Może muzą dla poetów, adresatką wielkich wzruszeń?
Być kobietą w każdym calu kiedyś przecież zostać muszę!

Być kobietą, być kobietą - marzę ciągle będąc dzieckiem,
być kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie...
Być kobietą, być kobietą - oszukiwać, dręczyć, zdradzać
nawet, gdyby komuś miało to przeszkadzać.

Ach, kobietą być nareszcie, a najczęściej o tym marzę,
kiedy piorę ci koszule, albo... naleśniki smażę...”
                                                                             /Alicja Majewska – Być kobietą/



8 marca...
     Dzień, który kojarzy się głównie z okresem PRL–u i z masowo wręczanymi goździkami. PRL – może raczej nie, ale goździki ? – jak najbardziej lubię! 

8 marca...
     Święto wszystkich kobiet, kobietek, pań, panien, mężatek, rozwódek, wdów, matron, dzierlatek... Wszystkim nam życzę prawdziwie szczęśliwych dni, troszkę magicznych, troszkę tajemniczych, pełnych inspiracji i zwyczajnych, codziennych radości. Bądźmy szczęśliwe zawsze i wszędzie, a nie tylko tego dnia!



      Kilka dni temu Basia zaprosiła mnie do zabawy, która polega na podaniu 10 ciekawostek o sobie, które jakimś cudem dotychczas nie zostały wyjawione na blogu. Trudno jest mi ocenić czy te niżej wymienione są ciekawe, ale na pewno moje

  1. moja największa słabość i lekarstwo na smutki to kawa - najlepiej z imbirem, kardamonem, goździkami i odrobinką miodu, lody truskawkowe i koniecznie żelki Haribo;
  2. ponad 7 lat temu 31.12.o godzinie 23.55 postanowiłam rzucić palenie  - od tego momentu nie wypaliłam żadnego papierosa, a wcześniej zasypiałam i budziłam się z papierosem w dłoni;
  3. od dziecka szyję, przerabiam, doszywam, haftuję - już  w szkole podstawowej zarabiałam na kieszonkowe, szyjąc koleżankom i mamie kolegi z klasy – ta niezwykle odważna kobieta bez mrugnięcia okiem powierzała mi kupony jedwabiu przywożone z RFN–u i ówczesnej Jugosławii (szczyt marzeń każdej kobiety w latach osiemdziesiątych);
  4. wierzę, że energia wysyłana w przestrzeń (zarówno ta pozytywna jak i negatywna) wraca do nas zwielokrotniona, kształtując nasze „tu i teraz” i przyszłość, a wypowiedziane czy napisane słowa mają ogromną i niedocenianą moc, mogą wyciągnąć z najczarniejszej dziury, najgłębszego dołka ale też mogą podeptać, zniszczyć, a nawet zabić...
  5. interesuję się medycyną chińską, naturalną, metodami doskonalenia umysłu;
  6. boję się chorób, szczególnie tych nieuleczalnych i uczucia bezsilności; przeraża mnie przemoc, okrucieństwo, bestialstwo...
  7. lubię sport, ale tylko jako widz - podziwiam ludzi, którzy całe swoje życie podporządkowują treningom, wyrzeczeniom, przekraczaniu własnych granic - ja, aż wstyd się przyznać jestem na to zbyt leniwa i w tym obszarze mało konsekwentna - choć przyznam podejmowałam próby - mam na swoim koncie roczny epizod z judo i półtoraroczny niezwykle intensywny z klubem fitness, w którym spędzałam 4-5h/dziennie 4-5 razy w tygodniu;
  8. lubię kino japońskie i chińskie - uwielbiam „Hero” Yimou Zhanga, „Ame Agaru” Akira Kurosawy/Takashi Koizumi, nie pogardzę też filmami hiszpańskimi szczególnie Pedro Almodovara („Porozmawiaj z nią”, „Przerwane objęcia”...);
  9. bardzo lubię poznawać ciekawych ludzi, nieznane miejsca, odmienne kultury, smaki świata, marzę o podróży do Japonii i Chin;
  10. jeszcze kilka lat temu fascynowała mnie twórczość Zdzisława Beksińskiego; uwielbiam rzeźby Augusta Rodina - szczególnym sentymentem darzę La Danaida Pocałunek,  Rękę Boga i Bramę piekieł;
a i jeszcze ubóstwiam wręcz Edith Piaf za nostalgię, szaleństwo i „Hymne à l'amour".


sweterek - no name; bluzka - no name; top - ...; spódnica - hand made;
rajstopy ze wzorem 3D - Gatta; zakolanówki - Gatta;  kozaki - Laura Rosa;
apaszka - hand made; kolczyki - Nanu; pierścionek - Rossman

piątek, 11 lutego 2011

...sofa pod czerwoną gwiazdą...



     Dziś krótko, bo i rozpisywać się nie ma o czym. Pisanie pracy pochłonęło mnie całkowicie. Idzie mi niezwykle opornie... Całe popołudnia, wieczory, a nawet nocki spędzam nad klawiaturą komputera, na który przyznam szczerze, już nie mogę patrzeć! Mam wrażenie, że za moment zamienię się w małego pisarczyka i tak już mi zostanie...
Jeszcze tydzień i powinnam mieć odrobinę więcej czasu. Nie oznacza to oczywiście końca pisania tylko chwilowe wyhamowanie, ale i tak już się cieszę, bo najbardziej na świecie potrzebuję odpoczynku! Może dlatego zdjęcia powstały na sofie J

Wykonałam je kilka dni temu, kiedy byłam jeszcze "na chodzie", teraz wyglądam jak przeciągnięta przez magiel i moja facjata nie nadaje się do upublicznienia -
grudniowe bytowanie w szpitalu i rozpoczęte leczenia daje mi ostro do wiwatu, muszę się więc najpierw wypionizować (mam nadzieję, że to szybko nastąpi), a potem nadrobię zaległości w czytaniu, oglądaniu i komentowaniu...
Miłego weekendu! 


     A na sobie mam czarne spodnie alladynki, wysokie kozaki, śliwkowy sweterek zakładany kopertowo i wiązany w pasie, z rękawami ¾ spod których wystają rękawy białej bluzki i wielka róża. Zwyczajnie, codziennie i bardzo wygodnie!


     Kilka dni temu spotkała mnie niezwykła niespodzianka - dostałam wyróżnienie od Niki, która wytwarza przecudnej urody anioły i tildy.  Ja? – wyróżnienie?  Absolutnie niespodziewane i niezwykle miłe. Niko bardzo dziękuję! Jest mi tym bardziej miło, że jeszcze na blogu nie zamieściłam zbyt wielu wytworów swoich rąk ... Ale takie wyróżnienie zobowiązuje!


sweter - Next; bluzka - no name; alladynki - stragan na osiedlowym bazarze;
zakolanówki - Gatta; kozaki - Laura Rosa ; brosza/róża - sklep z tkaninami i dodatkami krawieckimi Bławatek; pierścionki - Rossman

płaszcz - Sara Kelly Collection; pasek - sklepik z galanterią skórzaną; szal+czapka - Pawonex