Nadal, gdy tylko znajdę wolniejszą chwilkę w napiętym do granic możliwości planie dnia, bawię się w szycie. Pomysłów ogrom roi się w głowie i sporo tkanin czeka na przetworzenie. Lubię to. Lubię czuć materię pod palcami, lubię stukot maszyny Lubię gdy ze zwyczajnego kawałka tkaniny powstaje coś miłego dla oka. Dlatego tak trudno rozstać mi się z zalegającymi materiałami i wszelkimi "przydatnymi" szyciowymi drobiazgami. To dla nich potrafię złamać obietnicę "nic nie kupuję". To one właśnie kuszą mnie bardziej niż kolejna para butów. To one podarowane przez rodzinę, mniej lub bardziej znajomych (obok naparstków oczywiście) sprawiają mi prawdziwą radość. Czasem wystarczy jedno spojrzenie na tkaninę by w głowie pojawił się pomysł na jej przetworzenie. Innym razem musi upłynąć wiele dni, miesięcy, a nawet lat by obraz stał się rzeczywistością.
Tym razem z kwadratowego kawałka grubej, bawełnianej tkaniny w kwiatowy motyw (taki trochę vintage) oraz mojego ulubionego lnu, w naturalnym kolorze - uszyłam koszyczek na pieczywo.
W zasadzie nic wielkiego. Zwyczajny kwadrat z tasiemkami na rogach, które po zwiazaniu tworzą przyjemne dla oka "naczynie" na świeżutkie pieczywo. Wykonany z naturalnych tkanin, usztywniony flizeliną i wzmocniony owatą nadaje się do prania, na dodatek całkiem ładnie prezentuje się na stole.
Prawda, że fajnie wygląda?!
W razie potrzeby, można poluźnić nieco tasiemki i powstaje podkładka pod gorące naczynie. Przy takiej grubości tkaniny i ociepliny, nawet naczynie dopiero co wyciągnięte z piekarnika, nie zniszczy blatu stołu. Takie dwa w jednym! Po rozwiązaniu zajmuje też mało miejsca w szafie.
koszyczek na pieczywo - hand made by ThimbleLady