Skąpana w promieniach czerwcowego słońca, ukrywająca się w soczystej
zieleni z malowanym kwieciem na sukience…
Rzecz będzie o sukience właśnie. Miała być kiecka w stylu lat ’50 z
dopasowaną górą, rozkloszowanym dołem, na sztywnej halce i z szarfą w pasie. No
ale jak wiadomo szewc bez butów chodzi. Buty na upartego miałam, ale sukienki
to już nie i czasu na jej uszycie też nie! Pozostało więc coś szybciutko
zakupić lub ewentualnie przerobić. Ostatecznie znalazłam coś co mimo, że całkowicie
odbiegało od zaplanowanego fasonu, to jednak wpasowało się w okazję i moje
gusta. Delikatny batyst usiany kwiatami niczym barwna łąka, na jeszcze
delikatniejszej halce z szerokim pasem podkreślającym talię na przedzie i
licznymi gumkami na całej szerokości pleców. Musiałam ją nieco zmniejszyć i dopasować, ale urok malowanych kwiatów wart był wszelkich trudności związanych z przeróbką.
Sukienka w ten upalny dzionek spisała się na medal, zwiewna, lekka i na
dodatek nie specjalnie niegniotąca się – no niemal ideał J.
sukienka w kwiaty malowana - nn, nabyta w sklepie NooNah
baleriny - Jenny Fairy


