Dziś o czymś innym...
Obejrzałam wczoraj w nocy duński film dokumentalny pt. Rzeź albinosów. Zamarłam. I to ma być XXI wiek?! Szanuję różnice, tradycje, odmienne kultury, przekonania, zwyczaje, wierzenia, rytuały... ale czemuś takiemu mówię zdecydowane NIE. Nie ogarniam tego...
Albinosów w Tanzanii jest ok. 170 tys. Brak pigmentu uniemożliwia im normalne funkcjonowanie narażając bardziej niż kogokolwiek na świecie na raka skóry, zdecydowanie słabiej widzą, na dodatek tamtejsi szamani i czarownicy uważają ich za „cenny materiał”. Od lat, płatni mordercy polują na albinosów, mordują, wierząc, że ich organy przerobione na talizmany i leki przynoszą szczęście w interesach, założeniu firmy, zwiększeniu obrotów w sklepie, a pukle włosów przywiązane do sieci spowodują, że ryby same będą chciały być złowione! Zorganizowane kilkuosobowe grupy, składające się czasem z członków dalszej rodziny, organizują polowania na kilkuletnie dzieci i urządzają istną rzeź.
Jak to możliwe, że dopiero 3 lata temu tamtejszy rząd wprowadził restrykcje dla morderców, co oczywiście niewiele zmieniło, bo proceder dalej kwitnie! Nie można kierować sprawy do sądu, bo nadal trwa dochodzenie (od 3 lat!) do tego brak naocznych świadków i tylko przerażające efekty polowań uwiecznione na zdjęciach w policyjnych kartotekach.
Przeraziła mnie historia jednej z ofiar – pięcioletniej dziewczynki, która pewnej nocy została zamordowana „we własnym łóżku”, a raczej na własnym legowisku przez grupę kierowaną przez jej wuja. Brat wiedząc/słysząc/obserwując w ciemnościach całą sytuację, udawał, że śpi i podniósł alarm po wyjściu napastników. Wuj został ujęty, osadzony i spokojnie czeka sobie – w zasadzie nie wiadomo na co, a jedenastoletni brat Manyasi do dziś nie potrafi się nawet uśmiechnąć na widok bliskich mu osób. Gdy twórcy programu odwiedzili rodzinę dziewczynki okazało się, że ojciec pochował ją w chacie ok. metra od miejsca rzezi . Na tym miejscu, na umieszczonym kamieniu przykrytym matą sypia, twierdząc, że - cytuję „dobrze śpi się na jej grobie”...
Dzieci, którym jakimś cudem udało się uchronić przed tą tragedią, bestialstwem, i już sama nie wiem jak to nazwać ukrywają się w wyspecjalizowanych placówkach, między innymi w szkole Mitindo. Niektóre z nich zostają tam ukryte przez rodziny, inne docierają tam uciekając przed oprawcami. Troszkę to jak więzienie, otoczone drutem kolczastym, za którego bezpieczne mury te dzieci o wielkich, smutnych oczach , boją się wyjść. Strach przed uprowadzeniem i morderczymi maczetami jest obezwładniający...
Dialog jednego z małych bohaterów z reporterem:
- czy wierzysz, że będziesz mógł kiedyś stąd wyjść?
- wierzę...
- kiedy?
- ......



















