środa, 14 maja 2014

no i po spotkaniu...


     III spotkanie grupy  Poznań Szyje za nami.  Po babskich pogaduszkach w Babki Cafe i ptasich trelach w Ptasim Radio wybór padł na Lawenda Cafe & Lunch. 


     Były więc białe drewniane krzesełka na wąskim chodniku przed kawiarnianym oknem, lawendowe pola na ściennych malowidłach, butelki win w drewnianych skrzyneczkach, bukiety świeżych kwiatów na kontuarze, cudne jedzenie i pyszna atmosfera.   



Marlena, Ania, Magda, Karolina, Asia

Ania, Hania, Ania


Ania,Hania, Ania, Asia, Marlena, Ania

Karolina, Asia, Ania, Hania

     W tym uroczym miejscu serwowane dania  można pochłaniać wszystkimi zmysłami – pięknie przygotowane i niebiańsko smaczne.
     Jako że ustaliłyśmy sobie przerwę od wszelkich diet i ograniczeń na czas spotkania skusiła nas tradycyjna szarlotka z lodami i bitą śmietaną, ciasto czekoladowe z malinami  (do dziś wspominam jego konsystencję i niepowtarzalnym smak), pełna niespodzianek bezowa fantazja i lawendowe inspiracje na zielonym półmisku z gruszką sosem karmelowo-migdałowym i płatkami migdałów. Było też coś dla liczących kalorie ;) -  Piękność Dnia - jogurtowy koktajl z malinami, truskawkami i pestkami dyni, słonecznika i orzechami. Nie obyło się też bez aromatycznych kaw. Dwie odważne zaintrygowała zielona kawa…  Byłam jedną z nich… Sama nie wiem co mam o tej kawie myśleć… Może tylko tyle, że to był odważny wybór…  Spróbowałam i się nie zachwyciłam. Jednak dla mnie kawa to kawa  - czarna, z mleczkiem, przyprawami, syropami, na słodko, na ostro… ale zielona to tylko herbata. Zresztą ta kawa jak herbata wyglądała i smakowała… Pocieszałam się tylko, że działa odchudzająco, więc bez większych wyrzutów sumienia pochłonęłam ciasto czekoladowe z bitą śmietaną i malinami i o dziwo – nic a nic mnie nie zemdliło. Może to ta kawa tak zadziałała?! Pewnie się nie znam i nie potrafię docenić smakowych walorów zielonej kawy, ale no nie zachwyciłam się tym napojem i tyle. Asia - towarzyszka moich zielono-kawowych niedoli też nie miała zachwyconej miny...

lawendowo...

szarlotkowo...

bezowo...

                                                                      jogurtowo...



    moja zielona kawa... i czekoladowe wariacje ...


     Ale żeby nie było, że tylko o jedzenie tu szło. Ploteczkom o szyciu, wykrojach, tkaninach, maszynach, haftach nie było końca.  Fajnie było spotkać się z osobami, które mają podobne zainteresowania, potrafią wyrwać choćby chwilkę z codzienności  by zasiąść przy maszynie z kawałkiem tkaniny i popłynąć za niteczką J.  Osobami, które tak zorganizowały sobie domowy czas, aby sobotnie południe spędzić na szyciowych/babskich plotkach. Było cudnie, radośnie i edukacyjnie. Spodobało nam się to biesiadowanie, więc poczyniłyśmy już plany na przyszłość. Kolejne spotkanie przy kawie – ależ oczywiście, ale marzy nam się jeszcze spotkanie prawdziwie szyciowe z maszynami i tkaninami. Rozpoczęłyśmy więc aktywnie poszukiwać miejsca przyjaznego nam szyjącym i… jak dobrze pójdzie pierwsze konkretne rozmowy  w tej sprawie mamy z Anią T. w najbliższą sobotę…  Tak więc apeluję o trzymanie kciuków. 

Ania i ja

Karolina, Asia, Ania, Hania, Ania, Asia, Marlena, Ania, Ania i dłonie Magdy

      tu prawie w komplecie, niczym 12 gwiazdek na fladze Uni Europeijskiej ;)


     A wokół tętniło życiem Stare Miasto. Można było spotkać tłumnie zgromadzonych mieszkańców i turystów, którzy podglądali potyczki koziołków na ratuszowej wieży, zorganizowane grupy podziawiajace barokową Farę, studentów spieszących na zajęcia lub wręcz przeciwnie wymykających się cichaczem z uczelni. Słychać było stukot końskich kopyt na brukowych uliczkach i gwar gości letnich ogródków. Było też deszczowo, ale nikomu to nie przeszkadzało...













6 komentarzy:

  1. Widzę, że nieźle sobie dogadzałyście ;) Ale w końcu i po to się spotykamy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Spotkanie w bardzo ładnym miejscu miałyście. Świetna to inicjatywa, aby zobaczyć się i pogadać:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie wiesz, jak mi się serce ścisnęło, gdy dotarłam do zdjęcia z ratuszem, och wspomnienia miłe.
    Fantastyczne spotkanie w magicznym miejscu, i te kolory lawendowe, i białe koronki na doniczkach - tylko zazdrość mnie zżera, że mnie tam nie było. Kciuki mocno zaciśnięte.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładne miejsce i te smakołyki! :) Super sprawa z takim spotkaniem :D

    OdpowiedzUsuń
  5. jest magicznie

    wielkie pozdrowienia z Gdyni
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  6. Widać, że spotkanie było udane. Piękne miejsce:)))

    OdpowiedzUsuń

Witam Cię gościu miły w moim małym wirtualnym świecie. Serdecznie dziękuję za każdy pozostawiony ślad Twojej tu obecności... Jeśli spodobał Ci się mój blog serdecznie zapraszam Cię do obserwowania.