środa, 27 października 2010

korytarzowo - ogrodowo...



... na schodach, w tunice, w kolejnej odsłonie brązu.

... nie mój korytarz i nie mój ogród, za to jedno i drugie przyjazne.

     Jak się tak zadumałam ostatnio nad zawartością mojej szafy, to doszłam do wniosku , że sporo w niej tunik wszelkiej maści. Jest czarna i to nawet w trzech wydaniach, biała, oliwkowa, różowa, turkusowa, granatowa, szara… Są tuniki gładkie i z kolorowymi deseniami kwiatów. Na szeklach, naramkach, z rękawkiem krótkim lub długim. Ascetycznie proste, dziewczęce z falbankami, powiewające orientem z haftami i cekinami… Lniane, bawełniane, jedwabne, a nawet jedna wełniana.  Jest też i ta brązowa w białe ciapki.

     Nie mają one zbyt wiele wspólnego z tradycyjnymi tunikami noszonymi zarówno przez kobiety jak i mężczyzn już Starożytnym Rzymie czy z greckim chitonem. Na próżno też szukać w nich podobieństwa do wewnętrznej części habitów zakonnic czy średniowiecznych tunik spodnich, których celem było całkowite zakrycie bielizny.
     Bo czymże jest tunika? Ni to bluzka ni sukienka. Można ją nosić do spodni – najczęściej rurek (co praktykuję od lat) albo do niezwykle wciąż popularnych legginsów. W zależności od zastosowanej tkaniny, fasonu i dodatków można ją założyć na zakupy, na randkę jak i na eleganckie przyjęcie. Idealnie sprawdza się również w wersji dla przyszłych mam, odcinana pod biustem z lekko rozkloszowanym dołem.


     Moja dzisiejsza tunika wykonana jest z lekkiej bawełny, z gumką na wysokości bioder i szlufkami przygotowanymi do zastosowania szerokiego paska. Ozdobnym elementem tuniki jest niezliczoną ilość małych guziczków (na szczęście ze względu na jej obszerność  nie wymagających odpinania i zapinania) i nieregularny dół - jak to określiła moja koleżanka „ogoniasty”. Ponieważ na górze dzieje się naprawdę sporo najprościej zestawić ją z wąskim dołem np. legginsami. Do tego zamszowe kozaczki, duży, cieplutki beżowy seter  i można wyruszyć w drogę na warsztaty do Kołobrzegu J.


     W podróż wybierałam się z koleżanką więc zawitałyśmy na chwil parę do niej po bagaż, a tam przywitała mnie niezła gromadka zwierząt, które stęsknione towarzystwa szybciutko wciągnęły mnie do zabawy. Cudowny choć niesamowicie rozbrykany wyżeł o urokliwym imieniu Remigiusz, wieczny łowca, w podziękowaniu za iście szaloną zabawę oraz  jako wyraz pełnej akceptacji i przypieczętowanie faktu przyjęcie mnie do jego drużyny, złożył u mych stóp specjalnie upolowaną myszkę - stąd niezaplanowany ruch na poniższym zdjęciu i ogromne zdziwienie w oczach Remcia – „ale dlaczego ona tak ucieka i na dodatek jeszcze krzyczy?! Dziwna jakaś! A może chce się dalej bawić?”
oj nie chciałam... jakoś fanką myszek, szczególnie tych podduszonych, nie jestem, ale doceniam ten niezwykły jego gest!



tunika - Next ; bluzka - More&More; legginsy - Made in Italy; sweter - Bhs; płaszczyk - no name; kozaki - Oxy's
wisior - prezent; pierścionki - chyba nieistniejące już Polsrebro
magiczny ogród Hani i Piotra;
Remigiusz i nadpobudliwy nieco (i pewnie dlatego bestialsko pozostawiony w lesie przez poprzednich właścicieli) owczarek szkocki collie o wyrafinowanym imieniu Suka :)

niedziela, 24 października 2010

wtopiona w tło ściany...


      niczym element mało skomplikowanej układanki. Zwyczajna, niespecjalna, prosta.
Bo taka też bywa jesień - szara, smutna, a nawet smętna, depresyjna wręcz. Zamyka w swej  nostalgii niczym w matni. Ostudza zmysły, wyhamowuje codzienny bieg, zmusza do refleksji...

     Kolory zwyczajne, strój prosty, ale za wygodny i funkcjonalny. Strój, który jest tym czym zieleń dla pasikonika czy rzekotki drzewnej  - ubarwieniem ochronnym, które pozwala wtopić się w środowisko i ustrzec tym samym przed ewentualnym wrogiem.
     Dziś dobrze komponuję się z tłem szaro-burej ściany, chłodem metalowej balustrady i drucianej siatki chroniącej balkon przed "atakami" szarych gołębi - charakterystycznego elementu wiekowych kamienic ulokowanych w starej części miasta.
Nie zawsze bowiem chcemy być widoczni i  wyróżniać się z tłumu bezimiennych. Czasem zwyczajnie -niezwyczajnie chcemy upodobnić się kolorem i deseniem do otoczenia, wyrazić swój nastrój i emocje, zaszyć się, zasłonić zapomnieć...
     Oliwkowo-szary sweterek,  to moja niedawna zdobycz - bardzo go lubię za jego przydługawe, szerokie rękawy, zaokrąglony dół i ażurowy prosty wzorek. Bawełniana bluzeczka w kolorze ecru z dekoltem przyozdobionym maleńkimi bezbarwnymi koralikami zastępującymi biżuterię, jest niezwykle delikatna i miła w dotyku. Jak się okazuje nawet bawełna bawełnie nierówna!
Do tego proste, czarne spodnie o długości 3/4, a na nogach znane już balerinki - buty najbardziej przeze mnie ukochane ze względu na absolutny brak obcasa!
    
     Dla wyjaśnienia ewentualnych watpliwości - uwielbiam buty na wysokich obcasach. Nogi w nich wyglądają fantastycznie - kobieco, elegancko, wyrafinowanie, zmysłowo, ale moje stopy do tego jakoś nie dorosły i szczerze wątpię czy to kiedykolwiek nastąpi... dlatego z braku wyboru lubuję się w płaskich butach, może mało kobiecych, ale jakże wygodnych i nie obciążających nóg. Choć chciałabym kiedyś niczym bohaterka "Seksu w wielkim mieście" Carrie Bradshaw założyć piękne pantofelki na wysokiej szpilce...


bluzka - Bhs; ażurowy sweter - Downtown; spodnie -Joyfull
pasek - sklep z galanterią; pierścionek - Rossman; kolczyki - sklepik za rogiem
kabaretki - Knitex; balerinki - Laura Bailey's;
balkon - w kamienicy na Starym Mieście

czwartek, 21 października 2010

ostatnie słońca podrygi...


...w promieniach słońca jakoś tak niesamowicie, ciepło i przyjemnie, a w cieniu już czuję przeszywający chłód wywołujący niemiły dreszcz. Cofam się. Wracam w tę częśc ogrodu gdzie nadal docierają promienie słonka.
Czuję się spokojnie i lekko. Głęboko oddycham dotleniając najniższe części płuc. Czuję lekki zawrót głowy - klasyczny objaw przetlenionego mieszczucha spędzającego większą część życia w czterech ścianach. Odpoczywam, ładuję akumulatory. Cieszę oczy barwami jesieni - uspakajającą zielenią, energetyczną czerwienią i soczystą pomarańczą. Kołyszę zmysły fiołkowym odcieniem cudnych marcinków rosnących w gęstych bukietach. Zachaczam spódnicą o ostre kolce berberysa chroniące jego owoce przed intruzami, a lekki podmuch wiatru rozwiewa mi włosy i rozplątuje apaszkę. Oddaję się czemuś w rodzaju medytacji na świeżym powietrzu. Kontempluję tajemnice i siłę natury...





"Mary Lennox wsunęła ręce pod liście i poczęła je rozgarniać na boki. Gęsto wiszący bluszcz tworzył jakby luźną, powiewną zasłonę, chociaż część gałęzi pięła się na drzewo i po żelazie. Serce dziewczynki poczęło bić jak młotem, a ręce drżeć ze szczęścia i podniecenia. A rudzik śpiewał i ćwierkał dalej, tak przechylając główkę, jakby i on czuł się podniecony. Mary poczuła pod ręką kwadratowy, żelazny zamek z otworem na klucz."
                                                                                    /Frances Hodgson Burnett  "Tajemniczy ogród" / 


Z zamyślenia "wytrąca" mnie mały cytrynek. Zdziwiona wołam do właścicielki tego niesamowitego ogrodu - "spójrz jakiś zbłąkany motyl zapomniał, że zima nadchodzi i jakoś tak leniwie machając skrzydełkami krąży szukając smakowitego pyłku kwiatowego". Moje zdziwienie jest tym większe go podążając za jego ospałym nieco lotem, docieram do lśniących w słońcu marcinków i ... nie wierzę własnym oczom !!! - jeden, dwa, trzy... dziesięć... a to tylko i tak wycinek tego co zobaczyłam J








Zupełnie niezamierzenie ubrałam się w kolory tak zbliżone do kolorów tego tajemniczego ogrodu. Ciepły, brązowy sweterek (zakupiony kilka lat temu) z rękawami 3/4 spod których wystają rękawy białej bawełnianej bluzki. Wokół szyi pomarańczowa apaszka, która nie tylko ma rozjaśnić ciemną górę, ale przede wszystkim ochronić szyję, bo ostatnio coś często łapię infekcje gardła - oraz wytwór moich rąk - długa spódnica w niesamowicie energetycznych kolorach z orientalnymi wzorami. Lekka, zwiewna, zapinana na lewym boku kopertówka. Oczywiście zdecydowanie bardziej nadaje się na lato - bo i z takim przeznaczeniem powstawała - ale jak się okazuje i jesienią można ją wykorzystać. Do tego zamszowe kozaki - wygodne i ciepłe, świetnie udowodniły że i ogród im nie straszny.

sweter - Watcher; spódnica - hand made; kozaki - Oxy's;
apaszka - India Shop, wisior - upominek od przyjaciółki przywieziony z Hiszpanii
tajemniczy ogród z marcinakmi oblepionymi motylami - własność tejże samej przyjaciółki

niedziela, 17 października 2010

16.X....to był dzień...

i minął kolejny rok... nie nie powiem który, o nie J

trudny, pełen wyzwań, mierzenia się z przeciwnościami, rok sukcesów i porażek, rok śmiechu i łez, rok ...
czy poczułam przemijanie? czy złapałm przysłowowy "dołek"? - może troszkę...

Jak spędziłam ten bądź co bądź wyjatkowy dzień? ano inaczej niż zwykle - owszem były życzenia osobiste i sms-owe, uściski, buziaki i kwiatki, ale przeczytałam ostatnio zdania Larysy Mitzner:
"Przeżyte chwile nie giną. Nie wiemy nigdy, kiedy wypłyną z dalekiej przeszłości, by nałożyć się na to, co przeżywamy obecnie."  i dlatego ten dzień spędziłam na warsztatach ustawień systemowych wg. Berta Hellingera. Było niesamowicie, intrygująco, powalająco, oczyszczająco... w każdym razie doświadczenie warte polecenia (oczywiście dla odważnych i gotowych zmierzenia się ze swoimi "molami").
     A wieczorem była lampka szampana i jedna z moich ogromnych słobości - żelki Haribo! 










przyznaję się bez bicia - żelki w nadmiernej ilości J do dziś czuję ich skutki ...




„Dziś są twoje urodziny
Mimo złej pamięci wiem
Wybacz, że nie śpiewam "Sto lat", ale cóż
Z moim głosem lepiej nie :-)

Dziś są twoje urodziny
Taki ważny, zwykły dzień
Może pomilczymy parę chwil
O tym, że nam nie jest źle

Pomilczymy na tak
O nadziejach i łzach
Aby nasz mały dom
Miał więcej dobrych stron

Dziś są twoje urodziny
Ktoś zadzwoni, przyjdzie ktoś
Źle zanim wielki hałas zrobi świat
Tak zwyczajnie w ciszy ze mną bądź

Niech twe życie cię nie zdradzi
No bo ludzie...
Sama wiesz
Może razem pomilczymy o tym, by
Jeśli ma być źle
to trochę źle

dziś są twoje urodziny
O czym milczę powiem ci
Milczę o tym aby całe życie twe
Zawsze tak pachniało jak te bzy

To milczenie, wiesz, moim "Sto lat" jest
Dziś są urodziny twe”
/Ryszard Rynkowski; Słowa: Jacek Cygan/



sukienka bombka - Vera Mont; rajstopy ze wzorem 3D - sklep z bielizną; buty - Laura Bailey's;
kolczyki z jaspisem - Giełda Minerałów, Kamieni, Skamieniałości i Muszli

piątek, 15 października 2010

czy w brązach jej do twarzy...


.... poezja kolorów...

brąz spodni, pomarańcz paska, beż nubuku, złoto cekinów, zieleń ścian, ciepło prawdziwego drewna

- czy to poszukiwanie antidotum na poranne chłody, szron i gęstą  mgłę okrywającą, gubiące złote i purpurowe liście drzewa?
- czy jestem uzależniona od kolorów ziemi?
- czy to "moje" kolory?
- a może zbędnym jest doszukiwanie się jakiegoś w tym głębszego sensu?

      Na wielu portalach znalazłam informację, że kolor brązowy to "kolor ludzi mocno stąpających po ziemi, realistów. Ludzie wybierający ten kolor lubią ład i porządek. Często brąz jest jednak skorupą, pod którą chcą skryć swoje prawdziwe oblicze." hmm coś w tym chyba jednak jest...


Piotr Sobański "Kolory"

Patrząc zimą przez okno widzę śnieg
Wychodząc zimą z domu czuję mróz

Patrząc wiosną przez okno widzę piękno
Tyle rozkwitających pąków to jest cud

Patrząc latem przez okno widzę kolory
Wychodząc z domu czuję je
Ich jest tyle, że mój węch tego nie pojmuję
Choć bym nawet chciał, nie mogę
Albo boję się?
Nie wiem

Patrząc jesienią przez okno
Czuję nostalgię
Pytasz dlaczego?
Żal mi,
Pytasz czego?
Tego lata
Pytasz dlaczego?
Bo piękno trwa krótko, długo trwa tylko szarość.


     Bardzo lubię, te lniane spodnie bojówki w kolorze gorzkiej czekolady. Są niezwykle wygodne i pasują zarówno na upalne dni jak i nieco chłodniejsze jesienne poranki. Nie mogłam im się oprzeć J
Ten kolor, ta tkanina, mnóstwo kieszeni i kieszonek, stebnówki, troczki i szerokie szlówki. Czekały na mnie samotnie na sklepiowej półce - więc cóż mogłam zrobić?! Gdy je kupowałam wydawały sie być troszkę za duże, ale troczki w pasie i na dole nogawek pozwalają dopasować je do każdej sylwetki. Mówiąc szczerze bez tych kokardek ciągnełabym nogawkami po ulicach, przydeptując je raz po raz, niszcząc je i brudząc niemiłosiernie. W utrzymaniu ich na właściwym miejscu pomaga również parciany pasek w kolorze ognistego pomarańczu z ciemnobrązowymi napisami.
     A że chłodne są już dni (ależ błyskotliwe spostrzeżenie! haha), to na białą bawełnianą bluzkę założyłam koszulkę w ciepłym odcieniu brązu z kolorowym nadrukiem.


spodnie - Denim Jeans; bluzka - Marks&Spencer; koszulka z nadrukiem - Falmer; buty - Kacper;
pasek - no name; kolczyki - sklepik ze sztuczną biżuterią
w tel - drzwi w jednej z poznańskich secesyjnych kamienic

środa, 13 października 2010

87 urodziny...



     ...to był niesamowity dzień - 87 urodzinki mojego ukochanego wujaszka. Człowieka o wielkim sercu, niesamowitej energii i wewnętrznej radości. Człowieka prawego, po szpik kości uczciwego, mimo wojennych przeżyć pełnego optymizmu i pogody ducha. Człowieka, który swym życiem udawadnia, że można żyć skromnie ale pięknie, że jeśli się prawdziwie kocha to na całe życie, że szacunek do wszystkiego co żyje, co czuje zapewnia wewnętrzną równowagę. Człowieka, którego spracowane ręce są świdectwem minionch lat wypełnionych ciężką pracą. Najcudowniejszego wujaszka na świecie, z którym jako dziecko zbierałam grzyby, z którym - będąc wielkim niejadkiem - z jednego talerza wcinałam cały obiad, który cierpliwie tłumaczył mi zawiłości świata, opowidał piękne historie o ludziach, którzy walczyli o wolność naszego kraju, który pozwalał mi na chodzenie po płotach, budowanie zamków z cegieł i kamieni na środku alejki prowadzącej do bramy wyjściowej, a nawet kiedyś bawięc się w fryzjera pozwolił mi nakręcać wałki na bujnej jeszcze wtedy czuprynie. Człowieka, który po dziś dzień uważa, że warto wierzyć w drugiego człowieka, że każdemu należy dać drugą szansę, że warto pomóc potrzebującemu, że świat jest taki jaki sobie sami tworzymy, kreujemy.
Szkoda, że cioci nie ma już z nami... równie cudownej i kochanej. Nazywałam ją "ciocinką" - to Ona nauczyła mnie prawidłowo trzymać igłę, haftować szlaczki, szyć na maszynie. To Ona pokazała, że można zrobić coś z niczego, że z kawałka kolorowej krepy i gałązki można wyczarować barwne kwiatki na dzień mamy, ze skarwaka materiału uszyć sukienkę dla lalki. To Ona szykowała maleńkie kanapeczki i biegała za mna po ogrodzie, abym chociaż "coś" przegryzła i niemal na każde zawołanie przygotowywała mi pyszną kawę Inkę z mlekiem... mój smak dzieciństwa...



     Na dolnym zdjęciu wujek ze swoim szwagrem - fantastyczni starsi panowie, kulturalni, mówiący piękną polszczyzną. Ich  barwnych opowieści można słuchać i słuchać bez końca... Pogodni, szczerzy, pogodzeni, otwarci...



I znaleźliśmy się w wieku trudna rada
że się człowiek przestał dobrze zapowiadać
ale za to z drugiej strony cieszy się
że się również przestał zapowiadać źle

Starsi panowie, starsi panowie, starsi panowie dwaj
Już szron na głowie już nie to zdrowie a w sercu ciągle maj
Starsi panowie, starsi panowie, starsi panowie dwaj
Już szron na głowie już nie to zdrowie a w sercu ciągle maj”

                         /Kabaret Starszych Panów/





     Na ten szczególny dzień wybrałam proste czarne spodnie cygaretki, białą bluzeczkę i tunikę na cieniutkich naramkach.

     Tunika jest dwuwarstowa. Odcinana pod biustem i przewiązana czarną satynową tasiemką wiązaną na kokardkę. Tunika dołem jest lekko rozkloszowana. Na zewnątrz wykonana z brokatowej tkaniny w czarno-srebrny prążek, rozcięta na lewym boku. Spod rozcięcia wystaje czarna szyfonowa sukienka, niewiele dłuższa od wierzchniej warstwy. Obie wykończone są dołem satynową lamówką.
    Na nogach ulubione buty - płaskie, niezwykle wygodne balerinki, tym razem czarne z lakierowanej miękkiej skóry z ozdobnymi przeszyciami.








     Pomiędzy jednym a drugim kawałkiem pysznego urodzinowego ciasta czerpałam ile można z ostatnich ciepłych dni. Mały spacer, wygłupy z niezwykle zabawnym psiakiem, klika fotek z samowyzwalacza i powrót na kolację i ciąg dalszy opowieści i wspominek. Aż się łezka zakręciła w oku... i przyznam szczerze nie jedna... I mam nadzieję, że będę miała okazję obchodzić jeszcze wiele kolejnych wujkowych urodzin, a na te setne postaram się  przygotować "coś" specjalnego - tak się z wujkiem umówiliśmy na "do zobaczenia"!!!



spodnie - Marks&Spencer; bluzka - Cubus; tunika - no name;
buty - Laura Bailey's; opaska z różami - Świat Spinek; pierscionek - zakupiony w Rossmanie
pies - rasy labrador, rowerek małej Julki

sobota, 9 października 2010

panna z aniołami




     Tak… człowiek czasem dostaję „odpału” z nadmiaru pracy, stresu, zmęczenia… i w efekcie tego w przerwie między jednym a drugim zadaniem, czekającym na analizę i wypełnienie stosem niezwykle ważnych dokumentów siada samotnie na parapecie gapiąc się bezmyślnie w przestrzeń lub zaczyna wygibasy przed aparatem - dla rozprężenia napiętych zwojów mózgowych i odreagowania napięcia. Co z tego wychodzi widać poniżej J. Wąskie alejki miedzy zastawionymi regałami, kartony i kartoniki, skrzynki, skrzyneczki, tysiące mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy, a pomiędzy nimi ja - hasająca i szczerząca się do aparatu.








    
     Dziś prym wiedzie bluzeczka – pamiątka z podróży do ukochanego Paryża. Lili La Tigresse - to marka stworzona w 1998 roku przez młodą francuską projektantkę Caroline Deray. Dedykowana jest głownie młodzieży i dynamicznym młodym kobietom – charakterystyczna, oryginalna, odważna, pełna kolorów, z nadrukami niesamowitych ilustracji, zdobiona koralikami, cekinami i kolorowymi kamykami.



     Moja bluzeczka ma jasnooliwkowy kolor, jednobarwny tył i anielski nadruk na przodzie. Wygląda niemal jak olejne płótna sprzedawana przez francuskich malarzy prosto z maleńkich straganów nad Sekwaną.
Dwa pulchne anioły wpatrują się w stronice książki, małe amorki ze strzałami wyłaniają się z obłoków chmur niczym z obrazów Raffaello Santi, różane gałązki pełne delikatnych kwiatów wiją się na brzegach „obrazu”, wśród których ukryte są złote napisy, do tego krwistoczerwone serce umieszczone na samym środku „atakuje” swą  intensywnością.  Urzekająca barwa, wielowątkowość, granicząca z kiczem estetyka. Moje małe barwne cudeńko!


     Do tego długa spódnica w kolorze ciemnej oliwki, z dziesięciu klinów, ze szwami na prawej stronie, wiązana w talii plecionym w warkocz paskiem wykonanym z tej samej tkaniny. Mimo, że uszyta z lnu niespecjalnie się gniecie – i chwała jej za to!!!



w roli głównej magazyn - w pewnym mieście, przy pewnej ulicy, w pewnej kamienicy;
spódnica - George; bluzka - Lili La Tigresse; buty - sklepik osiedlowy; kabaretki - sklep z bielizną
pierścionek - wyrób ręczny studentów ASP



wtorek, 5 października 2010

u cioci na imieninach...



alladynki



„…U cioci na imieninach
Są goście i jest rodzina,
Więc program się rozpoczyna
Do śmiechu no i do łez.

Wuj Michał jest za magika
Szwagierka walczyka fika
Brat szwagra odstawia byka,
A zięć torreadorem jest (…)

U cioci na imieninach
Jest flaszka, dwie butle wina,
Śledź, pączki i wieprzowina,
Są goście i morowo jest.
        /Szwagier Kolaska/







No aż takich ekscesów u mojej cioci nie było  - ani walczyków, ani magików, ani nawet śledzika, ale za to było rodzinnie, zabawnie, cudnie.  Stół uginał się pod talerzami pełnymi niesamowitych pyszności – torty, maleńkie ciasteczka z bitą śmietaną, ciasto pomarańczowe, makowiec, sernik z kokosem i brzoskwiniami… palce lizać J a wszystko to spowite aromatem mocnej brazylijskiej kawy - dla amatorów "konkretnych" smaków w wersji czarnej, dla zwolenników tych nieco słabszych - z mleczkiem. Po prostu  rozpusta w biały dzień!
    
     A że biesiadowanie przy stole służy rozmowom, wspominkom, a także zaciekłym dyskusjom  (nie o polityce – na szczęście!) było też gwarnie, radośnie a momentami nawet baaardzo śmiesznie.




  
     Dzień był niezwykle piękny, ciepły, bezwietrzny, rozświetlony promieniami słońca, co sprzyjało spędzaniu czasu na świeżym powietrzu. W przerwie więc między kawą a kolacją był spacer, zbieranie jabłek do wiklinowego koszyka, podziwianie jesiennych kwiatów wyciagających swe wielkie głowy ku ostatnim promieniom słońca. Relaks na świeżym powietrzu przy okazji umożliwiający w delikatny i niezwykle przyjemny sposób, bez większego przymusu pozbyć się chociaż kilku z nadprogramowych - pochodzących z dopiero co pochłoniętych przepysznych ciasteczek- kalorii  krążących złowieszczo po organizmie szukających miejsca na spokojne zagnieżdzenie się w celu utworzenia  zbędnej fałdki tłuszczu  J


A jako że imieniny to ważny dla solenizanta dzień - musiało być odświętnie. Wybrałam więc moją ostatnią zdobycz – czarne alladynki z żakardowym wzorem i z bardzo wysokim stanem z gumek, z którego można stworzyć coś na wzór gorsetu. Spodnie są niesamowite - w zasadzie wyglądają jak spódnica - są bardzo długie i "jeszcze bardziej" szerokie, a krok mają nie jak większość tego typu spodni w kolanach tylko na wysokości kostek. Można je nosić tradycyjnie - a więc marszczone gumki na wysokości talii, można je podciągnąć wyżej tak jak widać na załączonych fotkach, albo też podnieść jeszcze wyżej i wyczarować kombinezon  wykorzystując marszenie jako top bez naramek. Do tak obszernego dołu dobrałam biały top i dopasowane bolerko z długimi rękawami. Było więc i na galowo!

alladynki


alladynki
alladynki - India Shop; top - Top Shop; bolerko - Szafa 23;
kolczyki - India Shop